sobota, 21 stycznia 2012

Ciąg dalszy 7 rozdziału...

Następnego dnia, Emma obudziła się w wyśmienitym humorze. Cieszyła się, że powoli znów wszystko zaczyna wracać do normy. Po niecałych czterdziestu minutach była ubrana, wymalowana i zjadła śniadanie z przyjacielem i jej nowym chłopakiem. Była zadowolona z siebie, że wyjaśniła sobie wszystko z Darren'em. Will siedział na swoim ulubionym fotelu, a Emma sprzątała po śniadaniu. Kuchnia była połączona z jadalnią, a obok jadalni był duży pokój, w którym znajdował się salon, który jest bardzo przestronny. W salonie mieści się kominek wykonany z cegły i znajdował się przy ścianie wzdłuż okien. Siedząc przy nim i patrząc się jak ogień wesoło trzaska, Will'owi zawsze przypominały się chwile, które dla niego były piękne, a zarazem ukazywały się przed nim te gorsze. Przed kominkiem znajduje się ciemno czerwony dywan ze wzorkami, a na nim stoi ciemno czerwona sofa. Po obu stronach sofy stoją dwa stare, beżowe fotele. Między nimi stoi zwyczajny stolik do kawy. Ściany są pomalowane na ciemny odcień fioletu. Na przeciwko okień znajdowały się regały z książkami. Podłoga pokryta jest ciemno brązowym drewnem. Wszystkie meble były połączone tak, że idealnie pasowały do pozostałych.
- Dobrze, to czas już na mnie - powiedziała Darren.
- Jak to? Już idziesz? - spytała przerywając mycie naczyń.
- Muszę. Obowiązki wzywają - lekko się uśmiechnął po czym podszedł do niej i pocałował ją.
- No dobrze - powiedziała po chwili niechętnie. To kiedy się spotkamy?
- Kiedy tylko będziesz chciała.
- Może dziś wieczorem? - zaproponowała.
- Pewnie. Powiedz tylko gdzie i o której, a przyjdę.
- Przyjdź po mnie o 17, dobrze?
- Ok. To ja już lecę, pa - pocałował ją jeszcze raz po czym wyszedł z domu.
- Pa.. - mówiąc to usłyszała tylko dźwięk zamykanych drzwi. 
Wróciła do zmywania. 
- Ty naprawdę go kochasz? - spytał Will.
- Tak, a co?
- Nic, tak pytam.
- Mam pomysł - oznajmiła po chwili.
- Jaki?
- Może zrobimy podwójne randki? Obydwoje mamy kogoś i to będzie też dobry pomysł, żebyś ty z Darren'em odbudował przyjaźń, a przy okazji wszyscy poznamy się lepiej.
- To nie taki zły pomysł. Spytam tylko co na to Jasmin - mówiąc to wyjął telefon i wybrał jej numer. Odebrała.
- Cześć, tu Will. Emma wpadła na pomysł, żeby zrobić podwójną randkę dziś wieczorem.
- Podwójną?
- Tak. Emma z Darren'em są razem..
- No dobrze, o której przyjść?
- Bądź u mnie o 17.
- Ok. To do zobaczenia
- Yhm - mówiąc to rozłączył się.
- Zgodziła się.
- Ok. A mówiąc już o przyjaźni.. coś już postanowiłeś?
- Myślę, żeby mu dać tą ostatnią szansę, ale jakoś do tego nie jestem przekonany.
- Rozumiem – mówiąc to skończyła zmywać i usiadła obok niego na fotelu.
Zapadła cisza.
- Kiedy będę mogła wrócić do siebie? - spytała po chwili.
- Do domu? 
- Tak.
- Na pewno nie teraz. 
- Ale jej tam nie będzie skoro przeszła na jego stronę.
- A skąd możesz wiedzieć, że tam nie będzie? A jeśli wrócisz tam to w każdej chwili mogą cię znów dorwać, a ja nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało - spojrzał na nią.
Przemilczała to. 
- Will! Nie rozumiesz, że mam już dość takiego życia? Wszystko było dobrze, ale odkąd moi rodzice zginęli wszystko zaczęło się rujnować. Ja już tak nie mogę żyć.. i wiem, że będzie jeszcze gorzej - mówiła to mając oczy we łzach. 
- Wiem, że to nie jest takie łatwe, ale życie dalej z każdą minutą przemija i musisz się z tym pogodzić.
Emma poszła do pokoju. Nie chciała już tego słuchać. Wiedziała, że będzie gorzej, ale jeszcze nie potrafiła pogodzić się z przeszłością.. Will'owi też nie było łatwo. Porównując ich do siebie można by powiedzieć, że są w takiej samej sytuacji. W jego życiu na każdym kroku ktoś oszukiwał.. kłamał.. Miał tego dosyć, ale życie trwa. Chciałby cofnąć to i zacząć wszystko od nowa jakby tego w ogóle nie było, ale się nie da. Po przemianie w wampira myślał, że to dobry pomysł, choć nadal był na niego zły za to co zrobił. Jego myśli wtedy były szalone i nieprzemyślane. Czuł, że wszystko może teraz zrobić, ale po tylu latach dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to nie jest nic dobrego wręcz okrutne. Miał myśli nawet samobójcze, bo sądził, że jeśli ma teraz być kimś kim nie chce być to wolał umrzeć. Wiele razy próbował się uśmiercić, ale to nic nie dało. Gdy próbował się pociąć to też nic to nie dało, ale gdy zauważył swoją krew jego oczy stały się mocno czerwone. Wtedy pomyślał, że wypije swoją krew i może to coś da. Zrobił to, ale powstrzymała go pewna osoba.. Od tamtej pory obiecał jej, że już tego nie zrobi. Jak widać trzyma się do teraz, choć ma ochotę zrobić to ponownie. Po jakimś czasie zadzwonił do Emmy telefon. Odebrała.
- Tak?
- Słuchaj, powiem to krótko i nie będę ci tego tysiąc razy powtarzał. Twoja ciotka nie jest mi już potrzebna. Jeśli chcesz możesz ją sobie wziąć, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Zamienisz się z nią.
- Ja? Po co?
- Gdy przyjdziesz dziś o 18 do parku to wszystkiego się dowiesz - mówiąc to rozłączył się.
Emma usłyszała jak jej ciotka zaczęła krzyczeć "Emmo, nie! Nie przychodź tam!". Nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż się rozłączył. Otarła oczy. Sprawdziła godzinę.
- Jest godzina dwunasta czterdzieści - powiedziała do siebie. Will mnie nie puści samej.. Muszę coś zrobić.. Po paru minutach zeszła na dół sprawdzić czy jest w domu. 
- Co się tak skradasz? - spytał.
- Nie.. nic - odpowiedziała zmieszana. Ale mam do ciebie pytanie - podeszła w jego stronę.
- Tak? - spojrzał na nią.
- Gdybym mogła uratować ciocię i ten Lucas, czy jak mu tam, chciałby się ze mną spotkać, aby oddać mi ją to.. - nie dokończyła powiedzieć, bo jej przerwał.
- Czekaj.. On do ciebie zadzwonił?
- Tak..
- Nie spotykaj się z nim, rozumiesz? On na pewno coś jeszcze szykuje niż tylko oddać ci ciotkę.
- Skąd to wiesz?
- Znam go.
- Jak to znasz..?
- Eh.. - westchnął. W czasie mojej przemiany byłem cały czas w domu, a on po prostu przyszedł do mnie. Przedstawił się jako Lucas. Mówił mi, że jest wampirem i ma dwa tysiące lat i, że to on jest najpotężniejszy ze wszystkich. Wszystko mi tłumaczył co może się dziać podczas przemiany, jakie są tego skutki, czego nie powinienem robić.. Dosłownie wszystko. Był cały czas przy mnie dopóki nie dokonałem do końca tej przemiany. Gdy się już z tym oswoiłem zabierał mnie na polowania. Na początku to były zwierzęta, a potem przeszliśmy na ludzi. Nauczył mnie wszystkiego. Gdy już wszystko wiedziałem na koniec zaproponował mi, żebym wstąpił w jego szeregi, ale nie chciałem. Wolałem żyć jak normalny człowiek. Tak naprawdę to próbowałem, bo wtedy nie byłem normalny.. 
- I co powiedział jak się nie zgodziłeś? - dopytywała.
- Powiedział mi tylko, że jeszcze się zobaczymy. Później znów przychodził do mnie, a ja mu odmawiałem cały czas. Sądził, że jeśli będzie się tak ciągle o ty pytał to się zgodzę zrezygnowany. Ale tak nie było. Ostatni raz jak go widziałem jakieś czterysta lat temu.
- Wow.. 
- Dla zwykłego człowieka może to dziwne lub zaskakujące, ale gdy jest się wampirem kilkaset lat nic już nie jest normalne ani dziwne. Bynajmniej jak ostatni raz przyszedł z tą prośbą to w jego oczach było widać gniew.. którego nie da się opisać.. ale takiego gniewu nawet zwykły człowiek nie ma. Był na mnie bardzo wkurzony, że tak mu się odpłacam za jego pomoc, choć nie prosiłem go wcale o to.
- Co powiedział?
- Że jeszcze ze mną się policzy.. zabije mnie.. 
Zapadła cisza. Emma nie wiedziała co powiedzieć. Jakoś nie potrafiła nic wypowiedzieć..
- Will.. Wiesz, że on cię znajdzie? Sam mówiłeś, że zawsze dostaje to co chce. 
- Tak, ale jak widzisz jego tu nie ma. Gdyby chciał mnie zabić zrobiłby to dawno.
- A może dzisiaj..?
- Dzisiaj? Co masz na myśli?
- No dobrze powiem ci, ale nie mów tego Darren'owi, ok?
- Dobrze, ale pamiętaj, że jeśli jest to coś złego to ja sam ciebie nie puszczę.
Nic nie odpowiedziała tylko zaczęła wszystko mu mówić. 
- Więc.. Zadzwonił do mnie Lucas i powiedział mi, że moja ciocia nie jest mu już potrzebna i mogę ją wziąć, ale podał mi warunek.
- Jaki?
- Że dokonamy zamianę. Ciocia pójdzie na wolno, a ja.. - przerwał jej.
- Nie pozwolę ci na to.
- Will.. Chcę ją ocalić. 
- Dobrze, rozumiem to, ale nie w ten sposób. On pewnie domyślił, że ja pójdę z tobą, bo będę się bał o ciebie, że coś ci się stanie. On dokona zamiany, bo ty oddasz mu się samowolnie, a on ze swoimi podopiecznymi będzie mógł mnie zabić. Nie rób tego. 
- Will. Ty naprawdę tego nie rozumiesz. Ona jest moją jedyną rodziną jaką tylko posiadam.. Zostanę wtedy tylko ja z bratem i z jego dziadkami.. 
- To nie są też twoi dziadkowie?
- Nie. Alex został adoptowany przez moich rodziców.
- Rozumiem.
Emma spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina piętnasta.
- Umówiłaś się już z nim, prawda?
- Tak..
- Na którą?
- Na osiemnastą w parku.
- No powiem szczerze, że wybrał niezłe miejsce. Szczególnie, że tam mało ostatnio chodzi osób.. Radzę ci nie idź.
- Ja.. już jej nigdy nie zobaczę..? 
- Nie chcę cię bardziej dołować..
- Powiedz mi prawdę - powiedziała z podniesionym głosem.
- Uspokój się.
- Nie. Powiedz mi prawdę. Chcę to usłyszeć na głos.
- Możliwe, że już jej nie zobaczysz.
Emma rozpłakała się. Jej łzy leciały jedna po drugiej spływając po policzku. Will podszedł do niej i ją przytulił. 
- Jeśli nie będę mogła jej uratować to zginę razem z nią - powiedziała.
- Nie rób tego. Proszę cię.. Co będzie z twoim bratem? Tak po prostu go zostawisz?
- To przekażesz mu, że nie chcę już go widzieć.. Zrozumie to.
- Nie zrobię tego. Nie pozwolę ci też umrzeć. Jesteś młoda i masz wiele lat jeszcze do przeżycia. Nie marnuj tego.. Proszę.. - spojrzał w jej zapłakane oczy.
Powoli zbliżał się do pocałunku. Emma w ostatniej chwili go odepchnęła. 
- Co ty robisz? Zapomniałeś, że masz dziewczynę, a ja chłopaka? - mówiąc to odepchnęła go i wybiegła z domu.
- Emmo, nie! Zaczekaj! - wybiegł za nią.
Emma nagle dostała dużo energii dzięki czemu zaczęła szybko biegać. Kierowała się w kierunku swojego domu. Nie zwracała już na to uwagi, że ktoś tam może być. Will nie mógł się ujawnić, że jest wampirem dlatego biegł jak zwykły człowiek. Ostatnio nie był w dobrej formie. Dogonił ją w połowie drogi i złapał ją za rękę. Emma gwałtownie się zatrzymała i spojrzała na niego.
- Zostaw mnie - powiedziała przez zapłakane oczy po czym wyrwała się i biegła dalej.
Will nie chciał już zatrzymywać, ale nie miał wyjścia. Czuł, że ktoś tam jest w jej domu i nie mógł dopuścić do tego, by tam pobiegła. Musiał to zrobić. Dzięki wampirzej szybkości dogonił ją, złapał ją w talii po czym zniknęli w mgnieniu oka. Zabrał ją z powrotem do domu. Gdy dotarli zamknął drzwi na klucz i schował do prawej kieszeni.
- Czego ode mnie chcesz? Czemu nie pozwoliłeś mi odejść? - powiedziała podniesionym głosem.
- Czułem, że tam, u ciebie w domu ktoś tam jest i nie mogłem pozwolić na to, żebyś tam się znalazła. 
Emma spojrzała na niego ze złością po czym poszła na górę do swojego pokoju.
- Czekaj - złapał ją za rękę. Przepraszam.. Nie powinienem był tego robić.
- Ale zrobiłeś - odparła.
- Chciałem tylko cię pocieszyć.
- Całując mnie i to jako przyjaciel?! Rozumiem przytulenie, ale to co zrobiłeś.. przekroczyło granicę - mówiąc to poszła na górę.
Nic nie odpowiedział tylko odprowadził ją wzrokiem do pokoju. Podszedł do stolika. Wziął szklankę, poszedł do barku i nalał do pełna whisky, "Pure Malt". Wiedział, że zrobił źle.. Wziął łyk po czym zdenerwowany rzucił szklanką w ogień. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Poszedł otworzyć.
- Cześć, tęskniłeś? - uśmiechnęła się.
- Alice? Co ty tu robisz?
- Mogę wejść?
- Nie. Nigdy nie byłaś po moje stronie. Po co tu przyszłaś?
- W odwiedziny.
- Powiedz prawdę.
- No już przyjaciółce nie wierzysz? - spojrzała na niego po czym się lekko uśmiechnęła.
- My byliśmy wrogami i nadal tak jest.
- To w takim razie może zakopiemy topór i się pogodzimy?
- Niech zgadnę.. Lucas cię tu przysłał?
- Nie. Przyszłam samowolnie
- Nie wierzę ci - mówiąc to rozejrzał się czy ktoś nie czai się zza drzew.
- Z kim przyszłaś?
- Sama.
Will wciąż jej nie wierzył. Dzięki przemianie w wampira może robić wiele.. Czytać w myślach, latać, biegać szybciej niż normalni, hipnotyzować, ma zwiększoną siłę dzięki czemu ma dużą szansę na pokonanie kogoś.. Nie zwracając jej uwagi czytał jej w myślach "Czemu nie może mi zaufać.., coś długo się na mnie gapi, pewnie czyta mi w myślach.. ehh... i jak zobaczyłeś już coś niesamowitego?". Will przestał to robić.
- No dobrze. Wejdź.
Weszła do środka po czym zamknął za nią drzwi. Zaprowadził ją do salonu. Ona z nim nie miała szans. Pomimo, że miała trochę więcej lat jak on to i tak wiedział, że ją pokona.
- Więc po co konkretnie przyszłaś?
- Mówiłam już. W odwiedziny.
- Ja wiem, że coś ukrywasz. Powiedz to.
Will wyczuł to odkąd zaczął rozmawiać z nią w drzwiach.
- Nic nie ukrywam.
- To czemu nie jesteś teraz z Lucasem, hm? - spytał.
- Nie muszę z nim być cały czas - mówiąc to zauważyła, że już się wydała, ale mimo tego próbowała nie zdradzić się bardziej.
- No dobrze. Załóżmy, że ci wierzę - podszedł do niej bliżej.
- Widać, że się nie zmieniłeś - uśmiechnęła się.
- Wydaje ci się. Zmieniłem się, ale tego nie widać.
- Pamiętasz kiedyś nasze chwile? - spytała.
- Co do jednej - lekko się uśmiechnął.
- Chcesz je powtórzyć? - zaproponowała.
Will wiedział, że ma dziewczynę, ale żeby udał się jego plan, by się nabrała musiał na tą chwilę zapomnieć o Jasmin. I o Emmie.. Nic nie odpowiedział tylko ją pocałował. Po chwili spojrzeli sobie w oczy, a potem znów się pocałowali. Zrzucił wszystko ze stołu i położył tam Alice delikatnie ją pieszcząc. Emma usłyszała jakiś huk dobiegający z dołu. Wyszła z pokoju i spojrzała przez barierkę. Nie mogła uwierzyć, że widzi to na własne oczy. Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie, by później pokazać to Jass. Po chwili Alice zauważyła Emmę. Nienawidziła śmiertelników, ale uwielbiała delektować się ich krwią. 
- Kto to jest? - spytała lekko go odsuwając.
Emma szybko się schowała żeby jej nie zauważyli jeszcze raz. Will spojrzał tam, ale nikogo nie widział.
- Nikogo tam nie ma. 
- Widziałam tam dziewczynę.
- Wydaje ci się - zaczął ją ponownie całować.
- Kogo tu ukrywasz? - odepchnęła go z całej siły tak, że uderzył o regał z książkami.
Alice trzymała go za szyję.
- Powiedz mi kto tu jest.
- Jest tu tylko moja przyjaciółka, okey? 
- Przyjaciółka? Jest jedną z nas?
- A co cię to obchodzi?
Złapała go mocniej a gardło.
- Zazdrosna jesteś? - zaśmiał się po czym odepchnął ją z całej siły. Czyżbyś włączyła uczucia? Lucas nie byłby w tej chwili zadowolony - lekko się uśmiechnął.
- Kim ona jest?
- Już mówiłem przyjaciółką.
- Chodzi mi o to czy jest wampirem tak jak my - westchnęła.
- Gdyby nie była to co?
- Czyli nie jest? - zaśmiała się. No proszę. 
- Nic nie powiedziałem tylko spytałem, a to.. jest różnica.
Podeszła do niego.
- Wiesz, że nie lubię śmiertelników. Skąd wiedziałeś, że tu będę akurat w tym momencie? - spytała. Nie wiedziałam, że schowałeś przede mną soczystą kolację. 
- Nie zjesz jej.
- A czemu by nie? - po chwili znalazła się na górze przy Emmie i dotykała delikatnie jej szyi.
- Zostaw ją - stanął przed nią.
- Ooo jakie to słodkie. Przyjaciel martwi się o przyjaciółkę - zaśmiała się.
- Nic się nie zmieniłaś.
- Myślałam, że mężczyzna taki jak ty dowie się, że ludzie.. przepraszam.. wampiry nigdy się nie zmieniają.
- Mylisz się. Potrafią się zmienić jeśli tylko tego pragną. Ja tego pragnąłem, więc udało mi się. Ty też powinnaś to zrobić.
- Czemu tak sądzisz? Powinieneś mnie zaakceptować taką jaką jestem. 
- Wiesz. Wolę ciebie taką, jaka byłaś kiedyś.
- Will. Te czasy już minęły i nie ma po co do nich wracać - mówiąc to podeszła do niego i delikatnie dotykała jego policzka.
- Właśnie, że jest. Przypomnij sobie jaka byłaś wcześniej, a jaka jesteś teraz.
- I?
- I wtedy powinnaś w końcu zrozumieć dlaczego zerwałem z tobą - odepchnął jej rękę. 
Odszedł od niej i podszedł do Emmy.
- Nic ci nie jest? - spytał.
- Nie - spojrzała na niego.
Odwróciła się w ich stronę.
- Już wszystko rozumiem. 
- Co masz na myśli? - spytał.
- Wiem po co to wszystko wtedy było.
- Zamieniam się w słuch - spojrzał na Alice.
- Chciałeś, żebym zakochała się w tobie tylko po to byś ode mnie wyciągnął informacje na temat tego pierścienia. Ależ ja była głupia - powiedziała do siebie.
- Nie. Wtedy to ja naprawdę w tobie się zakochałem, ale już minęło.. Wspomnienia nie są już nic warte. To ty doprowadziłaś do zniszczenia naszego związku.
- Gdybyś nie pozwolił mi odejść nie byłoby tego wszystkiego.
- Alice. Ty to wszystko zaplanowałaś. Zrobiłaś to wszystko wiedząc, że i tak wstąpisz do jego szeregów. A najgorsze było to, że wciąż miałaś przede mną sekrety i wciąż kłamałaś mi prosto w twarz, a ja głupi się dawałem...
- Przepraszam cię, ale co ja miałam wtedy zrobić? 
- Mogłaś ze mną porozmawiać. Wtedy byłem taki jak ty.. i razem byśmy mogli coś zdziałać.
- Will. On mnie zmuszał do tego. Zagroził mi, że jeśli nie zrobię tego co on chce i jeśli powiem komuś o tym, to zniszczy mi do końca życie. Jak już sam zauważyłeś już to zrobił. Straciłam prawie wszystko.. Straciłam kilku przyjaciół.. moich bliskich.. a najgorsze jest to, że ty odszedłeś.. Nie było mi łatwo się z tym wszystkim pogodzić.. To stało się tak nagle..
- Mi też nie jest łatwo, ale jakoś trzeba sobie poradzić. 
Emma tylko przyglądała się i słuchała o czym mówią. Po chwili zabrała głos.
- Czemu się teraz nie wycofasz?
Alice spojrzała na nią.
- Bo nie mogę.
- Dlaczego? Nie potrafisz mu powiedzieć prosto w twarz "Nie"?
- Dla ciebie może to i łatwe, bo nie jesteś na moim miejscu. 
- To wytłumacz mi.
- A po co mam ci wszystko mówić? Nawet cię nie znam!
- Uspokój się - powiedział.
- Przepraszam.. 
- Słuchaj - zaczął. Czułem, że masz przede mną jakąś tajemnicę. Powiesz mi co się dzieje?
Alice nie wiedziała czy powiedzieć mu o wszystkim czy nie. Domyśliła się, że i tak odsunie się od niej, więc nie miała co liczyć na więcej niż tylko przyjaźń. Po dłuższym zastanowieniu się postanowiła coś powiedzieć, ale nie wyjawi mu całej prawdy. Jeszcze nie teraz.
- Jeśli naprawdę nie mogę być z tobą to chociaż chcę cię ochronić przed tym co się niedługo stanie - spojrzała na niego.
- O czym ty mówisz?
- Lucas specjalnie do niej zadzwonił - spojrzała na Emmę, a potem odwróciła wzrok na Will'a. Chciał zrobić zamianę między nią, a jej ciotką tylko dlatego, żebyś wpadł w ich pułapkę. 
- W jaką pułapkę? - spytał.
- Od paru miesięcy obserwował cię jak wygląda twój dzień, co robisz, czy masz jakiś znajomych.. Niedawno powiedział mi, że masz dziewczynę, Jasmin. Wie o niej wszystko tak samo jak i o niej - wskazała na Emmę.
- Jak to "wszystko"? - spytała.
- Wie gdzie mieszkacie, kim jesteście, do jakiej szkoły chodzicie, ile macie lat.. Dosłownie wszystko. 
- Ale po co to wszystko? - dopytywała.
- Tylko po to, żeby schwytać Will'a. Pamiętasz jak uciekałaś przed swoją ciotką?
- Tak, a co?
- On ją zauroczył, ale po pewnym czasie zaczęła ci wszystko mówić - spojrzała na niego. 
- Tak.. Wtedy to zauroczenie musiało przemijać.. ale dziwi mnie fakt dlaczego nie dał jej więcej czasu.
- Wyznaczył jej czas. Ostrzegł ją, że jeśli się nie wyrobi to zabije ją. Nie lubi marnować czasu.
- To dlatego powiedział mi przez telefon, że nie jest już mu potrzebna.. 
- Tak. Bynajmniej gdyby zrobił tą przemianę między nimi to on ją puści tak jak obiecywał, ale Emma.. 
- Co jej zrobi? - spytał trochę zdenerwowany.
- Będzie chciał ją zmienić w wampira lub w coś gorszego.. W ten sposób chce odpłacić ci za to, że nie przyjąłeś jego oferty. Gdy on przyszedł do mnie też nie chciałam wstąpić do jego szeregów i zmuszał mnie zabijając moich bliskich. Dlatego przyjęłam jego propozycję. Nie chciałam już nikogo więcej stracić.. 
- To jeśli Will nie wstąpi do jego szeregów to on może zabić jego bliskich? - spytała.
- Tak i na pewno nie będzie niczego żałował. Pójdzie na całość.
- Lucas wie, że tu jesteś?
- Nie. Dlatego teraz będzie lepiej jeśli sobie pójdę. Nie chcę, żeby pomyślał, że ci pomagam czy coś. 
- Ok. I dzięki..
- Za co?
- Za pomoc. Gdyby nie ty, nie wiedziałbym dokładnie co ma zamiar zrobić. 
- Nie ma sprawy - lekko się uśmiechnęła po czym zniknęła w mgnieniu oka.
- To co zrobisz - spojrzała na niego.
- Jeszcze nie wiem.
Spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina 17 i w tej chwili ktoś zapukał do drzwi. 

środa, 18 stycznia 2012

Rozdział 7

Wieczór, godzina czwarta dwadzieścia dziewięć, w domu Emmy.
Emma przeraziła się na widok jaki zobaczyła, gdy tylko weszła do domu i zapaliła światło. Jej ciocia, Bridget klęczała nad nieznajomym mężczyzną, piła jego krew i nie tylko... Gdy tylko zaświeciło się światło, Bridget szybko spojrzała wampirzym wzrokiem na Emmę.
- Co ty z nim robisz? - spytała z niedowierzaniem.
Nic nie odpowiedziała tylko patrzała na nią.
- Pytałam się coś ciebie.
Wciąż nic nie odpowiedziała. Jej oczy miały mocny kolor czerwieni, kły wyraźnie było widać i ten jej wzrok.. Był nie do wytrzymania. Wstała i po chwili, powoli zaczęła do Emmy podchodzić wycierając usta od krwi.
- Co ty robisz?!
Emma nie wiedząc co może zrobić w tym stanie szybko wyszła z domu zamykając drzwi i uciekając. Biegła tak szybko jak tylko mogła. Bridget tylko zaśmiała się pod nosem i po chwili znalazła się tuż przed nią. Emma odruchowo zatrzymała się i pobiegła w drugą stronę nie wiedząc gdzie biegnie. Dla niej teraz ważne było, żeby uciec jak najdalej od niej. Dla wampira to żaden problem, by kogoś dogonić.. schwytać.. a potem rozkoszując się czyjąś krwią.. To jest tak, jak gdyby miała wyłączone uczucia i tylko liczyła się wygrana.. zdobycz.. Emma mogła biec nie wiadomo jak długo czy szybko, ale jej ciocia i tak ją szybko dopadnie. Po chwili znów stanęła przed nią, ale Emma już zdała sobie sprawę, że i tak ją dogoni. Nieważne jak daleko.
- Czego ode mnie chcesz - powiedziała stanowczo.
- Chcę twojej krwi..
- Tamten mężczyzna już ci nie wystarcza? 
- Już z nim skończyłam. Szukam kolejnej ofiary, ale na szczęście szukać już nie muszę. Mam ciebie..
- Nie zrobisz mi tego! - mówiła mając oczy we łzach. 
- Niby czemu? - mówiąc to obeszła ją zatrzymując się znów przed nią odgarniając jej kosmyk włosów.
- Co w ciebie wstąpiło?! 
- Jestem teraz lepszym czło.. - nie dokończyła, bo przerwała jej Emma.
- Nie jesteś! 
- Ja wiem swoje, ty wiesz swoje i wszystko jest ok. Szczerze mówiąc to powinnam podziękować twojemu przyjacielowi za danie mi nowego, lepszego życia.
Nic nie odpowiedziała. Zapadła cisza. Po chwili opiekunka rozejrzała się dokładnie czy nie ma kogoś w pobliżu. Było pusto. W sekundzie schwyciła ją i zabrała ją w miejsce gdzie nikt jej nie znajdzie i będzie mogła spokojnie rozkoszować się jej ciałem. Porwała ją do lasu gdzie znajdował się stary, opuszczony budynek. Nie było okien, ani drzwi. Było to małe pomieszczenie. Bridget położyła ją tam po czym przywiązała ją sznurami, aby nie uciekła po czym uklękła obok niej. Emma cały czas krzyczała oczekując czyjeś pomocy. Szanse były marne, ale wolała spróbować niż potem żałować, że została zabita, a mogła być szczęśliwie uratowana przez kogoś. Niestety nikogo w pobliżu nie było, ale nie traciła nadziei. Jej ciocia miała dość jej wrzasku i zakryła jej usta swoją ręką po czym powoli zaczęła przybliżać swoje kły do jej szyi. Jeszcze chwilę i by się w nią wgryzła, ale przeszkodził jej tajemniczy mężczyzna. 
- Zostaw ją! - krzyknął
Bridget odwróciła wzrok na niego. 
- No proszę.. Kogo my tu mamy..  - spojrzała na niego po czym wstała i powoli podchodziła do niego. Widać, że bardzo troszczysz się o Emmę.
- Czego od niej chcesz? - spytał zdenerwowany.
- Tego, czego chce każdy wampir.. Krwi - uśmiechnęła się złowieszczo.
- Nie możesz pić ze zwierząt tylko zabijać ludzi?! - powiedział.
- U ludzi jest taka świeża.. soczysta - rozmarzyła się - a u zwierząt.. nie jest taka dobra jak u ludzi..
- Zostaw ją w spokoju. 
- Czemu mam to zrobić? - mówiąc to, dotykała ręką jego szyi.
- Mogę cię w każdej chwili pokonać. Jestem od ciebie o wiele starszy i silniejszy - mówiąc to gwałtownie odepchnął jej rękę.
- To uderz mnie - sprowokowała go.
- Puścisz ją wolno czy nie?
- Nie. Nie puszczę.
Zdenerwowany zaatakował ją popychając ją z wampirzą szybkością o ścianę zostawiając ślad wgniecenia. W tym momencie Emma mogła zauważyć kto to jest. To był Will. Od razu jej twarz promieniała, że ktoś przyszedł jej na ratunek, a szczególnie, że to był on. Jednak bała się o niego. Nie wiadomo co może mu zrobić. W momencie gdy walczyli ze sobą próbowała wydostać się z tych sznurów, ale miała problem z ruszeniem się, gdyż związała jej mocno ręce i nogi. Will zdziwił się, że dostała nagle aż tyle siły i to tak w młodym wieku. Przecież niedawno została przemieniona... W sekundzie został rzucony aż do drzewa znajdujący się 10 metrów od budynku.
- Skąd masz tyle siły? - powiedział głośno.
- Dostałam - odpowiedziała krótko i podeszła w mgnieniu oka do niego.
- Od kogo?
- Nie słyszałeś o takim powiedzeniu? "Im mniej wiesz tym dłużej żyjesz" - mówiąc to złapała go za gardło i uniosła w górę. Masz coś jeszcze do powiedzenia?
- Tak. Idź do diabła! - mówiąc to, odepchnął ją z całej swojej siły.
Wyjął z kieszeni sztylet i podszedł do niej. Bridget nie mogła się podnieść jakby.. została przykuta.. Zauważyła, że Will trzyma w prawej ręce sztylet.
- Nie rób tego - powiedziała próbując uwolnić się z tego "czegoś".
- Bo co? 
- Bo ja ci się przydam.
- Ciekawe do czego.. - mruknął.
- Tak naprawdę to Lucas dał mi więcej siły - powiedziała zrezygnowana.
- On?! Po co?
- Żebym mogła szybciej uczyć się zabijać, wypijać więcej krwi, żeby stać się bardziej silniejsza..
- I posunęłaś się do tego, że chciałaś zabić Emmę.. Najbliższą ci osobę.. Jak mogłaś? - mówiąc to podniósł rękę, w której trzymał sztylet. Jego ręka była blisko jej klatki piersiowej, gdy nagle zaczęła coś mówić.
- Chciałam ją uratować!
- Zabijając ją?! - krzyknął na nią. 
Trochę cofnął sztylet od niej.
- Tak, bo wtedy nie skrzywdziłby on jej w gorszy sposób.. Gdybym to zrobiła nie cierpiałaby tak bardzo..
- O czym ty mówisz? - dopytywał.
- Lucas przyszedł do mnie, gdy skończyłam rozmawiać z Emmą przez telefon. Powiedział mi, że jeśli tego nie zrobię to skrzywdzi moich wszystkich najbliższych..
- Nie zrobisz czego?
- Nie zrobię tego czego on chce. Mówił też, że wyjawi mój sekret tym ludziom, którzy tępią takie osoby jak ja. Nie mogłam na to pozwolić.. To wszystko działo się tak.. jakby.. hipnotyzował mnie.. Kazał mi zabijać ludzi, nie rozczulać się nad nimi i iść na całość.. Zaraz pewnie tu przyjdzie sprawdzić jak sobie poradziłam, więc idź, zabierz Emmę i uciekajcie.
- A co będzie z tobą?
- Nie wiem.. - odwróciła wzrok w inną stronę.
- Mogę cię uratować - powiedział.
- Nie rób tego. On i tak mnie znajdzie. Sam wiesz.. dostaje zawsze to czego chce. Nie chcę, by odnalazł Emmę, więc szybko zabierz ją z stąd. Teraz!
Will zerwał się na równe nogi. Pobiegł do Emmy i rozwiązywał ją.
- Co się stało? Czemu on... - nie dokończyła, bo Will od razu jej przerwał.
- Nie mamy czasu teraz na rozmawianie - powiedział. 
Emma nic nie odpowiedziała. Po chwili rozwiązał ją i szybko zabrał ją do domu. Miała ślady po sznurach. Jej nogi odmówiły chodzenia, więc Will wziął ją na ręce. Gdy przechodzili obok jej cioci łzy jedna po drugiej zaczęły jej spływać. Bridget spojrzała się na nią, ale wzięła się w garść i nie rozczulała się nad nią. Nad nikim.. Will ją po prostu uratował, by Emma nie cierpiała, a Lucas tylko wykorzystuje ją, by ją potem zniszczyć. Teraz zaczyna się robić gorzej niż było.. Po pewnym czasie byli już przed domem. Otworzył drzwi i położył ją na łóżku u siebie w pokoju. Jak na tak ogromny dom pokoje wyjątkowo nie były zbyt duże. Wchodząc do pokoju przy ścianie po prawej stronie leży duże dwuosobowe łóżko. Po obu stronach łóżka stoją etażerki. Na jednej z nich stoi mała lampa. Na przeciwko drzwi znajduje się okno średniego rozmiaru. Obok tego okna po lewej stronie jest ciemno brązowa szafa, a obok tego znajdują się drzwi do łazienki. Po środku pokoju wisi żyrandol wykonany z diamentów, który rozświetlał cały pokój. Zapadła cisza.. Po jakimś czasie jedno z nich zdecydowało się coś powiedzieć.
- Dzięki za uratowanie mnie..
- Nie ma sprawy.
Emma lekko kiwnęła głową.
- Jak.. - nie dokończyła. Skąd wiedziałeś, że ja tam jestem? - spojrzała na niego.
- Szczerze?
- Tak.
- Śledziłem cię odkąd wyszłaś ode mnie z domu.
- Co? Ale.. po co?
- Przeczuwałem, że coś się niedługo może zdarzyć i nie myliłem się.
- To czemu od razu nie pomogłeś mi? - spytała zdenerwowana.
- Chciałem zobaczyć co postąpi wobec ciebie. 
- Przecież wiesz, że to wampir! Co innego mogła zrobić? 
- Wiem, że dla ciebie to nie jest normalne, ale nie mogłem tego zrobić, bo wyczułem kogoś kto też tam był. Ukrywał się.. Pewnie czekał na kogoś takiego jak ja, który przeszkodzi, a potem schwyci mnie i zabije mniej. Gdybym tylko mógł to od razu bym ci pomógł.. 
Nic nie odpowiedziała. Zapadła cisza. Emma zrozumiała już to wszystko, choć trudno jej było w to uwierzyć. Wampiry? Nikt w nie, nie wierzy. To jakieś stare historie, które nie istnieją. Jednak tu, w tym miasteczku żyją , ale od kiedy? Tego nie wiadomo. Po pewnej chwili Emma stanęła na nogi. Czuła się dobrze. 
- No dobrze, to ja już pójdę - mówiąc to zmierzała w kierunku wyjścia.
- Nie wrócisz do domu. Tam może po ciebie przyjść ciotka.
- To pójdę do Jasmin - oznajmiła.
- Wolałbym, żebyś została tutaj.
- Czemu? - spytała.
- Bo nie chcę żebyś mieszała w to jeszcze kogoś innego, a poza tym jej też może się coś stać.. 
- Ale Jasmin i tak będziesz musiał to powiedzieć. 
- Dobrze, ale nie teraz.
- A kiedy?! Ciągle tylko mówisz "Dobrze, ale nie teraz." Nie wiem jak możesz mieć tajemnice przed swoją dziewczyną. Nie wyobrażam sobie tego.. 
Podszedł do niej.
- Słuchaj. To nie jest takie proste jak ci się wydaje. Trudno jest powiedzieć jakiejś osobie, która tak naprawdę nie zna twojego oblicza, ale ty wiesz kim jesteś. Nie masz pojęcia jak zareaguje. Może ty przyjęłaś to w sposób w jaki się nie spodziewałem, choć wyczułem, że trochę się bałaś, ale to ty. Nie każdy człowiek jest taki sam. W tym świecie trudno jest komuś zaufać.. Ciągle ktoś kłamie.. ciągle ktoś mówi co jest złe, a co dobre, a tak naprawdę nie wie jaka jest prawdziwa rzeczywistość. Ja sam nie chcę tak żyć, ale nie mogę już tego cofnąć co się wydarzyło.. 
Emma nic nie odpowiedziała. Przemyślała to wszystko i zrozumiała, że nie powinna tak naprawdę się wtrącać w ich  prywatne sprawy.
- Przepraszam.. - spuściła lekko głowę na dół.
- Już dobrze - przytulił ją. 
Emma nie odsunęła się od niego. Wiele przechodzi od paru dni.. tygodni.. Potrzebowała czasami tego wsparcia.. bliskości.. 
- Co będzie z moją ciocią? - mówiąc to odsunęła się od niego.
- Nie wiem. 
- A da się jakoś ją uratować? 
- Tego też nie wiem, choć pewnie coś jeszcze zostało z tej dobrej jej części po zostaniu wampirem. Lucas trzyma ją teraz w garści i nie wiem jak to się potoczy.
- Kto to jest ten Lucas? - spytała.
- On jest najstarszym wampirem. Został przemieniony przez swojego ojca, John'a w 1456 roku. 
- Czemu to zrobił?
- Lucas od małego nie był zwykłym dzieckiem. Jego rodzice mieli 2 synów, ale zmarli. Zaś jego żona, Neriel zmarła gdy urodziła ich syna. Gdy Lucas miał 2 lata poważnie zachorował. Jego ojciec miał dość tego, że kolejnemu synowi grozi śmierć, więc postanowił, że uratuje mu życie poprzez przemianę w wampira. Nie chciał tego robić, bo sam wiedział, że to nie jest zbyt dobre, ale chciał mieć chociaż tego jedynego syna przy sobie. Przemiana udała się bez żadnych komplikacji. Potem zaczął go uczył jak zabija się zwierzęta, czy ludzi. Zawsze mu mówił "Idź na całość i wyłącz uczucia,  bo one nie są ci potrzebne. Zawsze walcz do końca o to co chcesz, a zdobędziesz to.". Po roku jego ojciec został zabity. Próbował pomóc mu, ale nie był w stanie. To co zawsze mu mówił, wziął sobie to do serca i od teraz jest to jego motto życiowe. Od tamtej pory zdany jest tylko na siebie.
- Czyli moja ciocia przepadła na zawsze? - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Czy na zawsze? Dobre pytanie. Może ją wziąć, odwali za niego robotę, a potem zabije ją lub zrobi coś innego.
- Dobrze, że mój brat nie musi tego wszystkiego widzieć..
- Masz brata? Nie wiedziałem.
- Tak. ma na imię Alex. 
- Mieszka tu?
- Nie. Mieszka w City Sheer z dziadkiem i babcią. 
- Rozumiem. Więc zostaniesz u mnie, tak?
- Tak. Zostanę.
- Ok - odparł.
Emma wyszła z pokoju i poszła sprawdzić czy Darren już się wybudził. Schodziła po drewnianych schodach. W tym domu wszystko miało ciemne kolory. Meble, podłoga.. itp. Ale dla Emmy to nie było dziwne. Najwyraźniej wampiry takie jak Will, lubiły tak żyć. Po chwili znalazła się przy Darren'ie. Usiadła obok niego i czekała aż się wybudzi. Will został w pokoju rozmyślając nad różnymi sprawami. Po pewnym czasie zszedł na dół, podszedł do barku i nalał do szklanki whisky.
- Chcesz? - spytał się nalewając sobie.
- Nie, dzięki. Jeśli masz coś innego niż alkohol to chętnie wypiję. 
- Ok - mówiąc to odstawił swoją szklankę na stoliku po czym poszedł do kuchni i nalał jej do szklanki sok. Po chwili wrócił.
- Proszę - podał jej picie.
- Dzięki. 
Kominek powoli przygasał, więc na nowo rozpalił. Następnie wziął swoje picie i usiadł na fotelu. 
- A jeśli on nie żyje? - spytała spoglądając na niego.
- To nie możliwe - spojrzał na nią. My już jesteśmy martwi, więc to nawet nie ma sensu. Nie martw się. Wybudzi się. 
- Yhm.
Emma trzymała go za rękę mając nadzieję, że naprawdę się wybudzi. Nagle Darren powoli zaczął otwierać oczy. 
- Darren, słyszysz mnie? - spytała.
Nic nie mówił.
- Darren!
- Gdzie ja jestem..? - mówiąc to w pełni otworzył oczy i rozglądał się.
- Jesteś u mnie - powiedział Will.
Darren powoli wstawał. Chciał wstać na nogi, ale jeszcze nie mógł. Nie był na to gotowy, więc usiadł. 
- W końcu się przebudziłeś. Wiesz jak się o ciebie martwiłam?
Nic nie odpowiedział. Spojrzeli sobie w oczy. 
- No dobrze, to wy sobie porozmawiajcie, a ja pójdę na górę - mówiąc to wstał z fotela, odstawił pustą szklankę po czym wziął całą butelkę whisky i poszedł do swojego pokoju.
- Emmo..
- Tak? 
- Kocham Cię - wyznał. 
Nic nie odpowiedziała. Miała łzy w oczach. Emma jest odważną dziewczyną, ale jest też bardzo troskliwą osobą. Łatwo się wzrusza i rozczula się nad kimś. Ma miękkie serce i chętnie pomaga innym. Sprawuje się świetnie jako przyjaciółka czy córka. 
- Też Cię kocham - wyznała po chwili.
- Czemu płaczesz? - spytał ocierając jej łzy.
- To ze szczęścia. Ciesze się, że nic ci się nie stało.
Uśmiechnął się po czym przytulił ją.W tym czasie Will położył się na łóżku trzymając butelkę w ręku i rozmyślał. 
- Przepraszam cię, że to zrobiłem, ale to czekanie.. już powoli mnie dobijało..
- Rozumiem. Przepraszam.
- Nie.. Ty nie powinnaś przepraszać tylko ja. 
- Bynajmniej wybaczam ci. 
- Dzięki - lekko się uśmiechnął. A skąd to przebaczenie? Przecież wiesz, że bardzo przegiąłem..
- Tak.. ale pewna osoba uświadomiła mi, że ludzie często popełniają błędy i się na nich uczą. I, że każdy zasługuje na drugą szansę - mówiąc to spojrzała na Will'a, który wyszedł z pokoju i oparł się o barierkę po czym odwróciła wzrok na Darren'a.
- Rozumiem. Jak się czujesz? - spytał.
- Nie narzekam, choć zdarzyło się wiele odkąd skoczyłeś..
- Coś się stało?
- Will uratował moją ciocię zamieniając ją w wampira i.. - przerwał jej.
- Że co?! - spytał z niedowierzaniem.
- Daj mi dokończyć.. Zrobił to, bo wiedział jak bardzo cierpię i nie chciał na to więcej patrzeć. Wszystko już zaczynało się prostować, ale potem ty skończyłeś i myślałam, że cały świat mi się zawalił.. Jesteś moim przyjacielem i martwię się o ciebie.. I gdy byliśmy w szpitalu, Will postanowił zabrać cię do siebie, bo podobno nie potrafisz się jeszcze kontrolować gdy widzisz krew i baliśmy się jak zareagujesz. Udało nam się - jak widzisz zresztą - niezauważalnie z stamtąd cię zabrać i czekaliśmy aż się wybudzisz.
- A skąd wiesz, że nie potrafię się kontrolować?
- Ja jej to powiedziałem - mówiąc to schodził powoli ze schodów trzymając wciąż w ręku butelkę. 
- Czemu jej to powiedziałeś? - spytał spoglądając na niego.
Will wziął łyk whisky i kontynuował.
- Bo wiem jak jesteś w niej zakochany. Poza tym i tak by się dowiedziała o tym. Chyba miałeś zamiar jej powiedzieć, prawda? 
- Tak, ale w odpowiednim czasie.
- No właśnie. Tak myślałem - zaśmiał się. 
- O co ci chodzi?
- W odpowiednim czasie.. dobre - uśmiechnął się.
- Coś ci nie pasuje?
- Nie.. A wiesz co? - powiedział po chwili namysłu. Tak, nie pasuje mi to, że tu jesteś. Czemu zawsze chodzisz ze mną i nie pójdziesz wreszcie w swoją stronę, hm? Czemu.. robisz prawie wszystko tak jak ja? 
- Chciałem, żebyśmy się znów jakoś dogadali i zostali przyjaciółmi tak jak dawniej. Jeśli tego nie chcesz to czemu mi nie powiesz tego prosto w twarz tylko to ukrywasz? - powiedział z podniesionym głosem.
Podszedł do niego.
- Bo nie potrafię! Kumplowaliśmy się wiele lat. Ty byłeś dla mnie jak brat, ale zrobiłeś ze mnie to "coś", a tego nie chciałem. Nawet nie wiesz jak bardzo. Teraz nie mam wyjścia. Mogę umrzeć lub dalej próbować żyć jak wcześniej, choć tak naprawdę nic już nie będzie takie same jak wcześniej.. Zrozum to w końcu.
- Wiem. Przegiąłem, ale mi dalej zależy na naszej przyjaźni. 
- Mi też, zależało..
Emma tylko słuchała i obserwowała co się dzieje. Nie mogła więcej słuchać tych kłótni i po chwili zabrała głos.
- Słuchajcie. Tak więcej być nie może. Pogódźcie się. 
- Emmo - zaczął Will. To nie jest takie proste jak ci się wydaje. To nie ty przez to wszystko przechodzisz.
- Tak, nie przechodzę tego. To prawda, ale wiem jak się czujesz w takiej sytuacji. Też przez to przechodziłam. Poza tym pewna osoba mówiła mi, że każda osoba zasługuje na drugą szansę - spojrzała na niego znacząco.
Uśmiechnął się.
- Tak, ale w tej sytuacji.. już sam nie wiem.
- To może tak. Przemyśl to i daj znać mu do jutra co o tym wszystkim sądzisz, ok?
Po chwili namysłu zgodził się na taką decyzję. Darren pokiwał głową jakby chciał powiedzieć "To nie taki zły pomysł". Emma może naprawdę ma racje? Musi to wszystko od nowa przeanalizować i wtedy zdecyduje co będzie z jego przyjaźnią do Darren'a. 

wtorek, 17 stycznia 2012

Ciąg dalszy 6 rozdziału...

Wieczór, około godziny siedemnastej. Dom Emmy.
- Wiesz gdzie on może teraz być?
- Nie wiem, ale domyślam się, że może być na moście. Jest zaraz za miastem jakieś 5km z stąd.
- Ok, najpierw spróbuję zadzwonić do niego.
- Dobrze.
Emma szybko wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer. Odebrał.
- Tak? - spytał.
- Gdzie ty jesteś?
- Will nie przekazał ci wiadomości?
- Przekazał i proszę cię nie rób nic głupiego.
- Niby czemu. Moje życie nie ma już sensu i mam zamiar skończyć to wszystko na moście. 
- Nie mów tak, zaraz będę u ciebie. Nie zrób nic głupiego. Proszę.. 
- Wiem, że zrobiłem źle, ale ty i tak mi tego nie wybaczysz.. - mówiąc to rozłączył się.
- Zawieziesz mnie na ten most? - poprosiła Emma. Miała już łzy w oczach.
- Pewnie.
Jass! - krzyknęła.
Od razu wyszła zza drzwi.
- Tak?
- Zostaniesz sama przez jakiś czas, ok?
- Coś się stało?
- Tak. Darren chce skoczyć z mostu i Will mnie podwozi.
- Dobrze. To idźcie. Nie zatrzymuję was.
Nie odpowiedzieli i wyszli szybko z domu. Wsiedli do samochodu i odjechali. 
- Czemu nic mi nie powiedziałeś wcześniej?
- Przepraszam, ale.. - zastanowił się co powiedzieć - Tak naprawdę to nie wiem - powiedział.
- Jak możesz nie wiedzieć? Dobra, już nieważne.. - westchnęła. Nie cofniemy czasu.
Will tylko spojrzał na nią i zaczął jechać 120km/h. Po paru minutach byli na miejscu. Zatrzymał się przed mostem.
- To na pewno tu? - spytała.
- Tak. To jest jedyny most jaki jest tutaj, w pobliżu miasteczka.
Emma szybko wyszła z samochodu i pobiegła na most. Nie widziała go. Spojrzała przez barierkę i znalazła go. Jego ciało płynęło wzdłuż rzeki. Will znalazł się tuż obok niej. 
- Will.. On.. jego ciało tam płynie - powiedziała roztrzęsiona.
- Dobrze, poczekaj tu.
Will szybko znalazł się pod mostem i wskoczył do wody. Złapał Darren'a za rękę i podpłynął z nim do brzegu. W tym czasie Emma zadzwoniła po pogotowie. Potem zeszła na dół sprawdzić czy żyje. Był nieprzytomny, ale oddychał. Po dziesięciu minutach przyjechało pogotowie i w noszach wnieśli go do karetki. Will i Emma weszli na most. 
- Mogę jechać z wami? - spytała.
- Ja cię zawiozę - powiedział zanim lekarze coś mogli powiedzieć.
- Nie będzie lepiej żebyś wrócił do domu? Czeka tam na ciebie Jasmin.
- Wiem, ale to jest ważniejsze - spojrzał jej w oczy. Więc zawiozę cię tak czy inaczej.
- Dzięki.
- Dobrze, to ja jednak pojadę z nim.
Lekarze nic nie odpowiedzieli tylko wsiedli szybko do karetki i zawieźli go szybko do szpitala ratować mu życie. Emma i Will wsiedli do auta po czym pojechali do szpitala. Dojechali na miejsce, gdy wynosili Darren'a w noszach. 
- Gdzie go zabieracie? - spytała lekarzy.
- Na badania. 
- A kiedy będę mogła go zobaczyć?
- Jak zrobimy wszystkie badania. Jeśli pani będzie tu czekać to jeden z naszych lekarzy zawiadomi o stanie pacjenta.
- Dobrze.
- Będziesz tu czekać?
- Tak. Chce być przy nim, gdy się obudzi.
- Dobrze, to poczekam z tobą - spojrzał na nią.
- Nie musisz. Pojedź do Jasmin. I tak już długo siedzi w moim domu.
- Na pewno?
- Tak. Idź śmiało.
- No dobrze. Jeśli potrzebujesz pomocy, wsparcia czy coś to po prostu zadzwoń do mnie.
- Dobrze i dziękuję ci za to, że uratowałeś go oraz za to, że mnie podwiozłeś - powiedziała.
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się po czym ją przytulił.
Emma tak naprawdę potrzebowała wsparcia, ale nie chciała, żeby Jasmin długo sama siedziała samotnie w domu nie wiedząc co się dzieje.
- To na razie - powiedział.
- Tak. Do zobaczenia - patrzała jak odjeżdżał z spod szpitala. 
Emma poszła do szpitala i czekała w poczekalni. Will po niecałych dziesięciu minutach znalazł się przed domem Emmy. Wszedł do środka. 
- Jasmin? Jesteś tu?
- Tak, jestem na górze - powiedziała.
Will poszedł na górę. W łazience jej nie było. Sprawdził w pokoju Emmy. Była tam. Jasmin leżała na łóżku w skąpym stroju. 
- Co ty robisz? - spytał.
- Wiem, że tego pragniesz.. - powiedziała.
- To nie jest dobry moment. Nie rozumiesz co się dzieje? 
- Rozumiem, ale ten wypadek nie zniszczy nam wieczoru, prawda?
- Dziewczyno! Co ty w ogóle wygadujesz?! Słuchaj. Niedawno uratowałem Darren'a i nie wiadomo czy przeżyje. Emma czeka w szpitalu czekając na wyniki, a ciebie jak widzę to nie obchodzi. Jesteś jej przyjaciółką. Nawet nie raczysz pójść lub pojechać ze mną do szpitala, bo zachciało ci się seksu.
Nic nie odpowiedziała. Po chwili zawahała się coś powiedzieć.
- Przepraszam, ale mamy mało czasu dla siebie. Bo jesteś zajęty, albo spotykasz się z Emmą - mówiąc to wstała z łóżka i podeszła do Will'a.
- Co ma spotykanie się z Emmą wspólnego z tą sprawą?
- Ma dużo. Ja wiem, że się w niej zakochałeś i tak będzie. Ale jeśli nie poświęcisz mi chociaż tych parę chwil to nic z tego nie wyjdzie. I nie wiem jak to wszystko się potoczy skoro kochasz dwie osoby na raz. Przepraszam. Mnie nie kochasz tylko ją - poprawiła się.
- Skąd możesz niby wiedzieć czy się zakochałem czy nie?
- Ja z Emmą jesteśmy przyjaciółkami i zawsze wszystko sobie mówimy. Nie mamy przed sobą tajemnic.
- No dobrze. Zakochałem się w niej, ale to nie znaczy, że ciebie nie kocham.
- To powiedz mi czemu spędzasz z nią więcej czasu niż ze mną?
- Ile razy do mnie dzwonisz lub chociaż piszesz ze mną sms-y? Ile razy mówisz mi "Kocham cię"?
- Nie zmieniaj tematu. 
- Nie zmieniam tematu. Zadałem zwykłe pytanie.
Zapadła cisza. Spojrzeli po sobie.
- Dobra. Jeśli mamy się tylko kłócić to dajmy sobie spokój lub jeszcze jedną szanse - powiedziała.
- Ty w ogóle chcesz jeszcze ze mną być? - spytał.
- Oczywiście, że tak. Gdybym nie chciała to bym nawet z tobą tu i teraz nie była. A ty.. kochasz mnie jeszcze?
- Szczerze?
- Tak.
- Kocham Emmę, ciebie trochę mniej.
- Wiedziałam - powiedziała rozzłoszczona.
- Nie wściekaj się tak. Chciałaś prawdy to ją masz.
- Czyli nic z tego nie wyjdzie?
- Może coś z tego wyjść, ale jeśli przekonasz mnie do siebie. Bo jak na razie to nie czuję do ciebie tego czego powinienem był czuć.
- To spróbujmy wszystko jeszcze raz, dobrze? Wszystko zaczynamy od zera, ale pod jednym warunkiem – powiedziała.
- Dobrze. Jakim?
- Będziesz więcej spędzał ze mną czasu.
- Ok.
- Pojedziemy do Emmy? - spytała.
- Tak. Ubierz się.
- Dobrze.
Po dziesięciu minutach Jass była gotowa do wyjścia.
- Gotowa?
- Tak.
- No dobrze, więc chodźmy.
Wsiedli do auta i odjechali. Emma po trzydziestu minutach czekania nie mogła doczekać się wyników. Miała nadzieję, że przeżyje, ale nie mogła uwierzyć w to, że zrobił to. Miała teraz wyrzuty sumienia, że zrobił to przez nią. Po dwunastu minutach przyszła jej przyjaciółka z Will'em.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Już sama nie wiem.. Martwię się o niego - mówiła mając łzy w oczach.
- Wiem jak musi być ci ciężko, ale on przeżyje, zobaczysz. Wszystko się ułoży - pocieszała ją.
- Boję się tego, że możesz mi dać złudne nadzieje..
Nikt nic nie powiedział po tym co powiedziała Emma. Po chwili podszedł lekarz.
- Pani to.. Emma Stone, tak?
- Tak. Co z Darren'em?
- On przeżyje. Miał szczęście. Gdyby po dziesięciu minutach nie byłby przywieziony tutaj mógłby tu umrzeć.
- Mogę już go zobaczyć?
- Tak. Jest w sali 215.
Emma szybko pobiegła w stronę tej sali gdzie leży Darren. Za nią pobiegł Will ze swoją dziewczyną. Weszli do środka. Przy oknie stało łóżko, na którym leży Darren. Obok łóżka stały dwa fotele, na których można się przespać. Na przeciwko stała mała komoda na ubrania. Emma usiadła obok niego trzymając go za rękę. Po policzkach spływały jej łzy. Jej przyjaciółka z Will'em wiedzieli jak musiała się w tej sytuacji czuć.
- Jeśli chcecie możecie iść. Nie musicie tu siedzieć..
- Wiem, ale chcemy zostać - powiedział.
Emma spojrzała się na nich, kiwnęła głową, że rozumie, a potem odwróciła się patrząc na Darren'a. Po 1 godzinie siedzenia w sali Jasmin zasnęła na fotelu.
- Idę po kawę, przynieść też ci? - spytała.
- Pójdę z tobą - oznajmił.
- Dobrze - mówiąc to wyszli na hol i poszli po kawę.
- Jak tam układa ci się z Jass?
- Przed przyjściem do ciebie już się pokłóciliśmy.. - westchnął. Ale daliśmy sobie drugą szanse. Jeśli teraz też nam się nie uda, to nie ma sensu dalej próbować - wziął do ręki gotową kawę i spojrzał na Emmę.
- A zależy ci na niej?
- Oczywiście, że tak. Gdyby nie zależało bym z nią nawet teraz nie był.
- Ok. To mam nadzieję, że będziecie razem długo - lekko się uśmiechnęła po czym wzięła kawę i wrócili do sali.
- Tak. Też mam taką nadzieję.. - mówiąc to poszedł za nią.
Weszli do sali.
- Długo będziesz tu siedziała? - spytał.
- Będę tu dopóki się nie obudzi.
- Rozumiem, ale wyglądasz na zmęczoną. Może powinnaś się przespać?
- Nie. 
- Emmo.. Powinnaś – spojrzał na nią. Wyglądasz na niewyspaną.
- Tak, bo musiałam się uczyć, a tego miałam dużo..
-  Dobrze. Więc jeśli się zbudzi to cię obudzę, dobrze?
-  Na pewno?
- Tak.
- No dobrze - westchnęła.
Emma położyła się na fotelu obok przyjaciółki i po chwili zasnęła. Will usiadł obok Darren'a i czekał aż się zbudzi. Mijały godziny i przez chwilę pomyślał, że jego życie naprawdę skończyło się, gdy skoczył z mostu.. Ale to nie jest możliwe. Przecież nie jest zwykłym człowiekiem.. Zbliżała się godzina 2 w nocy. Will jako wampir nigdy nie jest zmęczony. Nigdy nie śpi. Jedynie odczuwa wszystko dwa razy mocniej.. smutek i tęsknota staje się nie do wytrzymania.. Szczęście i miłość jest takie.. że nie da się tego opisać.. jest to po prostu cudowne uczucie. Dla niego picie krwi może stać się obsesją, ale bardzo dobrze się kontroluje. Na początku miał z tym problem, ale teraz nawet w szpitalu może siedzieć długo. Gdy zobaczy krew na pewno by chciał wypić, ale nie może.. To jego kolejny sekret dlaczego tak jest..  Największy problem ma właśnie Darren. On nie może się opanować.. Will jest trochę przerażony myślą co będzie gdy się obudzi i zobaczy krew. Musiał coś wymyślić, ale nic mu do głowy nie przychodziło. Po chwili przebudzała się Emma z Jass.
- I jak? - spytała Emma.
Will nic nie odpowiedział tylko kiwnął głową, że jeszcze się nie obudził. Jasmin spojrzała na Emmę po czym podeszła do niej i ją przytuliła.
- Wszystko będzie dobrze - pocieszała.
- Mam nadzieję..
Po chwili dzwoni do Emmy ciocia.
- Tak?
- Gdzie ty jesteś? Martwię się o ciebie.
- Nic mi nie jest. Jestem w szpitalu.
- Coś ci się stało? 
- Nie, mi nie. Mój przyjaciel tu leży.
- Rozumiem. To zaraz do ciebie przyjadę.
W tym czasie Will kiwnął jej głową, żeby nie przyjeżdżała. Emma nie wiedziała o co mu chodziło, ale powiedziała jej żeby się nie fatygowała.
- Jesteś?
- Tak, jestem. Nie przyjeżdżaj. Ja i tak zaraz wychodzę z stąd.
- No dobrze.
Bridget rozłączyła się.
- Emmo, możemy porozmawiać? - spytał.
- Tak - lekko westchnęła.
Wyszli na korytarz. 
- Darren nie umrze.
- Każdy to mówi..
- Na prawdę. Nie pamiętasz kim jest?
- Pamiętam. Jest wam.. - nie dokończyła powiedzieć, bo Will zakrył jej usta swoją ręką.
- Przepraszam - powiedziała. Wiem kim jest i myślisz, że dzięki temu będzie z nim wszystko dobrze?
- Tak. Musi odpoczywać. Tylko dla mnie dziwne jest to, że jest w śpiączce..
- A nie powinien być?
- Nie. 
- Dlaczego?
- Bo takie osoby jak ja nigdy nie mają śpiączki. My nie żyjemy - szepnął.
- To w takim razie jest dziwne..
- Jest jeszcze jedna sprawa. 
- Tak?
- Trzeba go z stąd jak najszybciej zabrać. On nie jest opanowany na widok krwi, więc tak dla jego bezpieczeństwa trzeba go z stąd zabrać. W każdej chwili może się obudzić.
- Rozumiem. To ja pójdę spytać lekarza czy podawał mu coś, a ty pomyśl jak go z stąd wyciągnąć.
- To może tak. Ty pójdź do tego lekarza i zagadaj go. Ja z Jasmin wyniesiemy go z stąd, dobra?
- Ok - mówiąc to Emma poszła do gabinetu lekarza. Był na nocnej zmianie, więc gdzieś tu musiał być. Zapukała i otworzyła drzwi. Był to mały pokój z białymi ścianami. Na środku stało biurko, a na nim jakieś papiery nad którymi pracował lekarz. Z prawej i z lewej strony były małe szafki. Na jednej z nich stał kwiat. 
- Tak? - spytał.
- Chciałam się spytać czy podawaliście jakieś leki lub zastrzyki Darren'owi Devon.
- Owszem. Podawaliśmy zastrzyk na narkozę. 
- Dobrze, a wiadomo ile czasu zajmie zanim się obudzi? - spytała.
- Nie.
- Ok, dziękuję - mówiąc to zamknęła drzwi i wróciła do sali. W tym czasie co w gabinecie była Emma, Will i Jasmin szybko zabrali go z sali po czym zeszli niezauważalnie na dół zmierzając w kierunku wyjścia. Położyli Darren'a do samochodu na tylnym siedzieniu. Potem podjechali przed głównym wejściem i czekali na Emmę. Gdy dotarła na miejsce nikogo już nie było. Pewnie już go wynieśli - pomyślała. Zabrała z stamtąd swoje rzeczy po czym zmierzała w kierunku wyjścia. Emma zauważyła samochód Will'a i wsiadła do niego po czym odjechali.
- Szybko go zabraliście - powiedziała.
- Tak, ale mało nie brakowało, a by nas przyłapali - powiedziała Jasmin. W ogóle po co to wszystko?
Zapadła cisza.
- Później ci wszystko wytłumaczę - powiedział po chwili.
- Ok.
- To gdzie jedziemy?
- Do mnie – odparł.
- Ok.
Po 15 minutach byli już przed domem Will'a. Był to ogromny dom. Był naprawdę uroczy, choć nie ukrywał swych lat. Znajdował się na niewielkim wzgórzu, niedaleko jeziora, z dala od miasteczka. Dookoła rozciągał się piękny ogród przepełniony najróżniejszą roślinnością. Niedaleko domu stał garaż. Tylko on ukazywał nowoczesność tej posiadłości. Do wielkich mahoniowych drzwi prowadziła wąska, kamienna dróżka, oświetlana jedynie małymi lampkami wbitymi w ziemię. Dom przykuwał uwagę każdego człowieka.  Zaparkował na podjeździe i wyszli z samochodu. Will i Emma zabrali Darren'a do domu. Jasmin zamknęła auto i poszła z nimi do domu. Położyli go w salonie, na sofie.
- To co teraz? - spytała Jasmin.
- Czekamy aż się zbudzi - powiedziała Emma.
- Chce ktoś coś do picia? - spytał.
- Nie, dzięki.
- A ty Jass? 
- Nie. Muszę już iść. Wiesz.. rodzice już się martwią - spojrzała na swój telefon. 
- No dobrze. To odprowadzę cię do drzwi.
- Ok - mówiąc to zmierzali w kierunku drzwi.
Gdy już stali przy drzwiach, a Jasmin chciała wyjść, Will przycisnął ją do siebie i namiętnie ją pocałował. Emma nie zwracała na nich uwagi tylko zajęła się Darren'em. On był dla niej w tej chwili najważniejszy. Po chwili Jass wyszła z domu. Will zamknął za nią drzwi i poszedł do barku nalać do szklanki Jack'a Daniels'a po czym usiadł przy rozpalonym kominku.
- Chcesz zostać na noc? - spytał spoglądając na nią.
- Nie chcę robić ci kłopotu.
- Nie zrobisz.
- I tak bym nie mogła. Ciocia będzie się martwić.
- Jak chcesz. Poza tym to co powiedział ci lekarz? Podawali mu coś?
- Tak. Podawali mu zastrzyk na narkozę.
- Coś jeszcze?
- Nie.
- Ok.
- Dobra, nic tu po mnie. Pójdę już do domu - mówiąc to wstała i kierowała się do drzwi.
- Dobrze, podwieźć cię?
- Nie, dzięki. Przejdę się - mówiąc to nadal szła.
- Emmo?
- Tak? - zatrzymała się i odwróciła.
Odstawił szklankę na stoliku obok fotela i po chwili pojawił się przy niej.
- Nie przejmuj się. On nie umrze - mówiąc to spojrzeli sobie w oczy.
Emma lekko kiwnęła głową po czym odsunęła się od niego i wyszła z domu. Will nie zatrzymywał już jej tylko odprowadził ją wzrokiem do wyjścia. Gdy oddaliła się od domu Will'a po chwili zaczęła płakać. Nie chciała już tego robić przy nim. Wolała to zrobić w samotności i nie słuchać ciągle tego, że wszystko się ułoży. Miała już dość tego, że wszystko się zaczęło rozpadać odkąd jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Jeszcze nie powiedziała tego bratu, a niedługo pogrzeb.. Na pewno ich rodzice by chcieli, żeby się pożegnali z nimi, dlatego nie mogła mu nie powiedzieć o tym, ale na myśl o tym wszystkim.. po prostu już nie wytrzymywała. Czasami chciałaby odejść tak po prostu i spotkać się w drugim świecie z rodzicami, ale nie mogła.. Nie potrafiła zostawić tu swoich najbliższych.. 
- No dobra, muszę wziąć się w garść - powiedziała do siebie ocierając łzy i kierując się do domu.
 Szła sama ciemnymi, wąskimi uliczkami. Po chwili zerwał się lekki wiatr rozdmuchując jej ciemno brązowe włosy. Emma starała się iść szybciej ze względu na to, że wieczory stały się chłodniejsze od paru dni. Po siedemnastu minutach była już przed domem. Zmęczona, podeszła do drzwi i otworzyła je po czym weszła do środka oraz zapaliła światło. Nie mogła uwierzyć to co zobaczyła.. na własne oczy.. w tej chwili...