czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 11

Nagle zerwała się z łóżka. Rozejrzała się w wokół pokoju. Wszystko stało na swoim miejscu. - Uff... - odetchnęła z ulgą. A myślałam, że naprawdę zwariowałam - pomyślała.
Zerknęła na zegarek, który skazywał na godzinę ósmą dwadzieścia pięć. Położyła się ponownie, wpatrując się w sufit. Jej myśli krążyły w wokół jej snu. Nie kontrolowała tego snu, więc nie ma pojęcia co to może oznaczać. Jak to możliwe, że tak po prostu mu uległa? - karciła się w myślach. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. - Proszę! W drzwiach ukazał się Will.
- Cześć - mówiąc to, zamknął drzwi i powoli zbliżał się do niej.
Usiadła na łóżku, przykrywając się satynową pościelą. Czas mijał, a oni bez słowa, spoglądali się na siebie. Emma widząc go, nagle uświadomiła sobie sen, w którym znajdowali się oni. Ten wzrok... Był podobny do tego, jakim teraz ją obdarzał.
 - Coś się stało? - zaczęła zachrypłym głosem.
Nic nie mówiąc usiadł tuż obok niej. Delikatnie pogłaskał dłonią jej policzek. Ich wzrok utkwił na samych sobie. Poczuła się dziwnie, lecz coś ją powstrzymywało przed odwróceniem wzroku.
- Powiesz w końcu o co chodzi? - wydukała.
- Chciałem tylko cię zobaczyć.
W tej chwili była zdezorientowana... Najpierw ją przeprosił za to co zrobił, potem ten sen, a teraz ta sytuacja... - Co tu do cholery się dzieje?! - pomyślała. - Myślę, że powinieneś już pójść - powiedziała stanowczo. Jego wzrok wciąż był taki sam. Nie miała pojęcia co teraz czuje, ale teraz najmniej ją to obchodziło. - No dobrze. Zrobię jak uważasz. Do zobaczenia później - mruknął, po czym wyszedł z pokoju. Po chwili w pokoju rozległ się dźwięk sms-a. Po przeczytaniu, Emma nagle wstała z łóżka i szykowała się do wyjścia. Wychodząc, minęła Willa, który zatrzymał ją łapiąc za rękę. Ich spojrzenia się spotkały, jednak wyrwała mu się zmierzając do wejściowych drzwi. Postanowił zostawić ją w spokoju. Jedynie co go tak zastanawiało to, że wyszła tak nagle. Pewnie zaraz wróci - pomyślał, po czym poszedł, usiadł przy kominku pijąc whiskey.
Był to piękny słoneczny dzień. W sam raz na spacer. Emma postanowiła udać się do miejsca, w którym przebywała gdy chciała nad czymś pomyśleć. W pewien sposób potrafiła znaleźć tam spokój, wyciszyć się, bądź odprężyć. Kiedy była mała, lubiła tak przychodzić pomimo, że wtedy problemy nie były aż tak poważne jak teraz. Czasami chciałaby cofnąć czas, kiedyś było lepiej... Nie musiała się tak bardzo przejmować pewnymi sprawami, w końcu była wtedy dzieckiem. Jednak to się zmieniło odkąd miała 15 lat. Nie mogła odpędzić się od mężczyzn i tak zostało do teraz. Tak naprawdę nie była tego świadoma jak bardzo na nich działała, lecz nie przejmowała się nimi. Po stracie byłego chłopaka - Jasona - wszystko stało się dla niej obojętne. Nie było to zwykłe zerwanie, ale porwanie, a następnie uśmiercenie go. Gdy się o tym dowiedziała nie mogła sobie tego wybaczyć. Do tej pory wini siebie za to. Za każdym razem kiedy przypomina się Emmie ta sytuacja, nie może powstrzymać się od łez. Naprawdę go kochała i nie wyobraża sobie życia z nikim innym oprócz Jasona. Nawet po tym co się wydarzyło.
W miejscu, w którym przybywała znajdował się dom Jasona. Mieszkali razem, dużo czasu poświęcali sobie. Gdy tam przebywała, odtwarzała sobie w głowie różne sytuacje, które miały miejsce właśnie w tym domu. Czasami pojawiał się na jej twarzy szczery uśmiech. Nic tak nie uszczęśliwiało jej, jak sam Jason. Bywały dni kiedy kartowała się w myślach, że nie mogła nic zrobić. Gdyby mogła oddać za niego życie bez wahania by to zrobiła, nie zważając na to co by o tym myślał. Dom był już stary. Minęło wiele lat od ostatniego zamieszkania, jednak Emma przychodziła tu tak często jak tylko mogła, by zająć się nim tak, by wyglądał na zadbany. Teren należący do niego był zagrodzony murem wraz z bramą. Dom wielkością uzmysławia, że niegdyś był głównym punktem tej okolicy. Zważając na okoliczności, można było dostrzec gdzieniegdzie domy, a raczej ruiny, które zostały pozostawiane i zaniedbałe. Posiadłość jest sporych rozmiarów. O niedostatku przypomina jednak zgnilizna pokrywająca stary, nieremontowany od dawna dom, a zwłaszcza omszały i porośnięty dach. Ten ogromny 600-letni dom liczył 50 pokoi, ale większość z nich była zamknięta na klucz. Nawet Emma nie wiedziała co się w nich kryje. Jak to kiedyś powiedział Jason: "Kiedyś się dowiesz całej prawdy, lecz teraz nie mogę ci tego powiedzieć, gdyż nie chcę narażać cię na niebezpieczeństwo". Przypominając sobie to, Emma wzdrygnęła się lekko czując na sobie ciarki przechodzące jej po plecach. We wnętrzu domu wisiało dużo obrazów oraz był wyposażony w stare meble. Otaczał go ogromny park ze starymi drzewami oraz ogrody warzywne i osady. Ogród wyglądał na martwy. Stały tam kamiennie ławeczki i altany. Dominował tam kolor szary, a ziemia zarosła zrudziałą trawą. Zaniedbane krzewy róż rozrosły się tak, że wyglądały jak drzewa. W ogrodzie rosło mnóstwo ulubionych gatunków drzew, które lubił Jason, po których pięły się róże. Chwytały się wyższych gałęzi tworząc łuk. Nie było na nich ani listków, ani kwiatów. Nie zawsze mogła tu przyjść, ale od ostatniego czasu przychodziła tu dość często i ogród oraz dom wyglądały pięknie. Wyglądało to tak, jakby naprawdę ktoś tu mieszkał. Między innymi posadziła w ogrodzie tulipany, narcyzy, żonkile czy też irysy.
Rozmyślając tak dłuższy czas, nie zauważyła że spędziła kilka godzin spacerując. Nagle usłyszała szelest spośród krzaków. Natychmiast odwróciła się, lecz niczego nie dostrzegła. To pewnie wiatr - pomyślała rozglądając się wokół siebie. Po chwili znów usłyszała szelest. Bez wahania udała się na przód, by sprawdzić co się dzieje. To, co dostrzegła nie tylko ją wprawiło w zaniemówienie, ale czuła się jakby była sparaliżowana. Nie wiedząc kiedy, straciła przytomność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz